mroczny puchatek

Co Mie Wnerwia: Dzieci

02.06.2016 | Co Mie Wnerwia

Maaan, wiem że nie wpadam tutaj na jakieś odkrywcze wnioski, ale podróże z małymi dziećmi nie należą do przyjemnych. Obecnie siedzę w pociągu, a miejsca przede mną zajęte są przez dwójkę chłopców w wieku 4-6 lat. Piszę „zajęte”, ale bądźmy szczerzy, koleżkowcy dokazują po całym pociągu, gaworzą, popychają się, zakładają start-upy, snapchatują i rozsiewają rasistowską propagandę. Czy co tam młodzi ludzie robią.

Ten truizm zaprawimy jeszcze jednym, ponieważ o ile ja mogę swoją, naprawdę niewielką, frustrację odreagować pisząc jakieś bzdury, a po kilku godzinach wysiąść z pociągu i udać się do wesołego świata narkotyków i alkoholu spożywanych w środy, o tyle opiekująca się nimi matka (która na dodatek ma jeszcze jednego bebe w wózku, więc zrozumiałe że na resztę ekipy ma lekko wyjebane, wnioskując, że skoro pod jej siedzenie nie podpływa stróżka krwi, to nic poważnego się nie dzieje) takiego luksusu nie ma. Z dziećmi spędzasz całe życie, a jeśli każda podróż jest taką gehenną wcale nie dziwi, że gdy na pokładzie lotu 5930 ogłoszono, że został porwany i niedługo pierdolnie w WTC, wszyscy rodzice podróżujący z dziećmi podnieśli z ulgą ręce i krzyknęli: „Chwalmy Pana, nasza męka dobiega końca.”

„Och, dzięki Jezu, w końcu. Tylko proszę, nie przydziel mi chmury z moim dzieckiem.”

„Och, dzięki Jezu, w końcu. Tylko proszę, nie przydziel mi chmury z moim dzieckiem.”

Oczywiście to dość anegdotyczne i pobieżne podejście do sprawy dzieci, zalatujące, niczym moje ówczesne występy, Louisem CK sprzed kilku lat. Jednak od tego czasu zdania nie zmieniłem, dalej nie chcę, nie lubię i nawet bym rzekł, nie szanuję dzieci. Po prostu idea prokreacji, wnoszenia kogoś na ten przeklęty świat wydaje mi się równie zachęcająca jak wynajmowanie pokoju w hotelu, który właśnie płonie. „Cóż to za porównania” żachną się niektórzy, „dzieci to nie pokoje hotelowe.” Fakt, choć wymienialność pościeli jest podobna. Jednak obciążania świata kolejnym idiotą dziwi tym bardziej, że wspaniałe osiągnięcia rewolucji seksualnej rozdzieliły zbliżenie intymne i prokreację.

Dzieci naprawdę nie trzeba mieć. Serio, nie jest to obowiązkowe, przynajmniej na razie, bo jeszcze kilka lat schylania się po mydło dla dżentelmenów w ciemnych sukniach i inaczej pogadamy. Póki co na szczęście idea zabezpieczenia przyszłości przez nasze dzieci jest równie złudna co emerytura wypłacana przez nasze państwo.

Co młodsi googlują teraz to słowo.

Co młodsi googlują teraz to słowo.

I nie chodzi o to, że dzieci są niewdzięczne i niewychowane, hurr durr, zjeżdżać z mojego trawnika, kiedyś to był dubstep, prawdziwe Croydon nielegal, nie to co teraz Avicii by Levels. Brak wiary w dzieci wyciągam z faktu, że szanse iż powiedzie im się w życiach lepiej niż nam są coraz niklejsze. Zawsze zdaje nam się że po nas choćby piekło, ale tym razem wisząca nad nami niczym szynka parmeńska nad skrępowanym wegetarianinem katastrofa ekologiczna chyba jest nieunikniona. Wnioskując z ostatnich raportów na temat czystości powietrza, najlepszym rozwiązaniem dla urodzonych teraz dzieci jest przerzucenie ich na dietę z benzyny ze śliniakami z plastikowych torebek, dla pewniejszego zamocowania okręconych wokół głowy.

Oczywiście to skrajnie pesymistyczne podejście do sprawy, ale co mi zrobicie? Żeby mieć dzieci, trzeba mieć nadzieję, a takie mrzonki dawno schowałem koło trupa Świętego Mikołaja i Wilkanocnego Zajączka. I tak, u nas obchodziło się święto Wilkanocy, podczas którego Naznaczony Wilkołak po trzech dniach odwalił kamień, wyszedł z pieczary i wpierdolił wszystkich co mu nabruździli. Każdy świętuje po swojemu.

„Dzieci, na Wilkanoc musicie znaleźć pochowane po domu kryjówki. My z tatą zaklepaliśmy piwnicę.”

„Dzieci, na Wilkanoc musicie znaleźć pochowane po domu kryjówki. My z tatą zaklepaliśmy piwnicę.”

Tutaj powinna następować litania powszedniejszych zarzutów do idei tacierzyństwa, a że dzieci srają, a że płaczą, a że trują żywot, a że demolują mieszkania, potykając się o meble i rozwalając cenny sprzęt elektroniczny, ale bądźmy ponadto. Takie obiekcje można postawić wobec większości dorosłych, a dokładniej moich znajomych, a dokładniej mówię o wczoraj. Kurwa, wiecie coście zrobili, kto wkłada creme brulee do odtwarzacza DVD, nawet nie wiecie ile mnie kosztowało przyrządzenie tego ciulowatego deseru. Dlatego swoją niewiarę i absolutną krytykę posiadania dzieci ograniczę do siebie. BO KTO BY CHCIAŁ MIEĆ DZIECI ZE MNĄ, NIE?

HA HA HA HA HA HA, ŁOOOOO, A MU POJECHAŁ, DO KABARETU GO.

HA HA HA HA HA HA, ŁOOOOO, A MU POJECHAŁ, DO KABARETU GO.

Szczerze liczę, że gdy zniknę z tego świata, to i świat zniknie ze mnie. Świadomość, że zostawiał bym za sobą kogoś, za kogo powstanie odpowiadam, jest zaciąganiem długu, który spłacić będzie nieskończenie ciężko. A jak moje dziecko będzie frajerem, które będzie chodzić w koszulce Żołnierzy Wyklętych? Albo jak będzie frajerem w koszulce z Powstańcami Warszawskimi? Albo frajerem w koszulce w Husarza? Ogólnie obawiam się że moje dziecko będzie frajerem z żałosnym gustem co do koszulek. Nasza zdewastowana planeta, przygnieciona śmieciami i wydrążona z surowców, dzięki którym zasilamy pociąg, w którym jadę, nie potrzebuje kolejnej osoby do wyżywienia. Serio, dość już nas. Mieliśmy niezłą serię, ale niczym Waldemar Łysiak czy sztruksowe marynarki z łatami, najwyższy czas ujrzeć własną obciachowość i powiesić się w szafie.

Oczywiście to jest moja własna decyzja, nie czujcie się zobowiązani wynurzeniami frustrata. Dołóżmy do tego naturalną skłonność do hipokryzji, nawet tej dotyczącej rzeczy podstawowych, a po latach zapewne i to zdanie zmienię. Na tę chwilę, na 16:05 1 czerwca 2016 roku, w pociągu relacji Wrocław-Szczecin, nie posiadam najmniejszego zamiaru mieć dzieci. Nie chodzi o sprawy zasadniczne, po prostu nie kupiłem dla nich biletów i co tak, będą stały całą drogę w klopie? To nie twórczość liryczna niejakiego Sokoła, tak się nie da. Choć jak cię kiedyś w takiej sytuacji przydybają, rób to co mój kuzyn, który czmychnął do ubikacji w Deutsche Bahnie. Na indagacje konduktora odpowiedział rezolutnie: „Ich kupen.”