moja opinia o ludziach wszystkich

Co Mie Wnerwia: Nienawiść

13.11.2015 | Co Mie Wnerwia

Tak, ten film jest zdecydowanie przereklamowany. No i Vincent Cassel nie dość że niby taki cwany, ho! to jeszcze się wozi z Monicą Belluci, no wiecie co, dobra, po co udawać, wiadomo o co chodzi. Nie idzie o ten film, idzie o to uczucie, które zupełym przypadkiem też idzie. Idzie mu nawet całkiem dobrze.

Krótka osobista historia. Nienawidziłem ludzi prawie całe swoje życie. No kurwa w chuj. Każdego z osobna, każdego razem, każdego wspólnie. Grupowo, pojedynczo i w mieszanych konstelacjach, białych, czarnych, zielonych, niebieskich i sporadycznych. Dużych, małych, wyrośniętych i wrośniętych, każdego. Topiłem ich w zielonym oceanie swojej nienawiści. Mało tego, czułem jak sam idę na dno, czułem się… WIĘŹNIEM NIENAWIŚCI.

Ho! Ho! Jak ten film o opiece dentystycznej w USA!

Ho! Ho! Jak ten film o opiece dentystycznej w USA!

Niszczenie siebie i innych zdawało mi się jedynym wyznaniem, uśmiech burzył mi krew, a szyderstwo pozwalało zasnąć w nocy. To i jaranie marihuany suto zakrapianej muchozolem, rzecz jasna. Jestem Polakiem i nałogi mam polskie. Długie lata zajęło mi zorientowanie się, że tak naprawdę nie znosiłem siebie, nie chciałem być w swoim własnym towarzystwie, dlatego schadko przerzucałem winę za ten stan rzeczy na innych. Tylko zapytajcie moich towarzyszy gry w Monopoly. A raczej w Monopol Spirytusowy.

Bo to jest właśnie najbardziej urokliwe w mizantropii czy jakiejkolwiek jej odmianie wycelowanej w konkretną grupę – jest łatwa w chuj. Jeśli myślenie to droga, to ono jest jak skrót, wiecie co, jest takie sformułowanie jak „skrót myślowy”, więc początek tej metafory jest absolutnie niepotrzebny. Nie zmienia to faktu, że łatwo nienawidzić, bo to usprawiedliwia i podpowiada proste i słuszne rozwiązania niczym kokaina czy nadopiekuńcza matka.

"Nosek wytarty? Oj, bo będę wycierać aż twarzy nie poczujesz."

“Nosek wytarty? Oj, bo będę wycierać aż twarzy nie poczujesz.”

Nie piszę o tym tylko by wypełnić tygodniową kwotę pretensjonalnej grafomanii. Miałem wątpliwą okazję przypatrzeć się z bliska osławionemu Marszowi, który co roku nawiedza Warszawę. W tym roku organizatorzy chcą by pochwalić ich, za brak dużej ilości bójek i zniszczeń, a tylko obfitość okrzyków „Pedały do gazu” i „Jebać Żydów”. To tak jakbym naprawdę sporadycznie dawał mojej dziewczynie z płaskiego i wyzywał od kurew cały czas, a potem liczył że mi dadzą ciasteczko.

Jak się zapatrywać na bulgoczącą pod pokrywą brunatną ciecz, która powoli zaczyna wzrastać? Jedna z powtarzanych analiz wskazuje na niemalże klasową naturę tego zjawiska i ciężko się nie zgodzić. Wykluczenie ekonomiczne rodzi resentyment, a ten z kolei, udanie podsycane przez zręcznych demagogów, rodzi czystą nienawiść.

"A ta rodzi gniew. A ten rodzi pięć szczeniaków. A to rodzi konieczność pójścia z workiem nad rzekę."

“A ta rodzi gniew. A ten rodzi pięć szczeniaków. A to rodzi konieczność pójścia z workiem nad rzekę.”

Nic w tym dziwnego, bo rzeczywiście mimo poprawnych wskaźników gospodarczych i względnego dobrobytu, szybko dążymy do wykluczenia całych grup społecznych. A jeśli podstawą dialogu grup jest antagonizowanie, nie dziwmy się że jest odruchową matrycę do której przykładamy inne interakcje. To tak jakbyśmy w szkołach uczyli więcej religii niż fizyki i dziwili się że ludzie giną spadając z klifów bo „grawitacja to tylko teoria.”

Najgorszy w tym fakt, że wszelkie wykluczenia, a w szczególności te ekonomiczne wynikają z obaw o swój los. Czy będzie to człowiek uciekający przed przerażającą wojną, czy drżący o każde kaszlnięcie zatrudniony na śmieciówce, czy nawet pozbawiony perspektyw chłopaczek, który tak odważnie napierdalał petardami w psy 11 listopada.

Wielka Polska Kocia! Precz z Kynuną!

Wielka Polska Kocia! Precz z Kynuną!

Dlaczego więc naszą reakcją na fakt, że tak wielu przyszłość może nie przynieść poprawy, jest próba obwinienia ludzi którzy tak naprawdę dzielą nasz strach? Czemu grupy, które łączą podobne postulaty, podobne obawy i podobne strapienia są atakowane, oddajmy, zazwyczaj przez nasyconą manichejską wizją świata większość? Czemu ktoś miałby chodzić publicznie z napisem „wolę kotleta od Mahometa”? No bez jaj. To są twoje wybory? Coś czuję, że wcześniej było kilka innych wyborów, w których podjąłeś złe decyzje.

Odpowiedź nie jest i nigdy nie będzie oczywista. Na pewno nie będzie nią wymachiwanie flagą i naskakiwanie na osoby, które nie realizują jakiegoś wydumanego wzorca uczestnika społeczeństwa, bo idąc tą drogą zawsze tworzysz mentalne i realne getto. Nie jest nim kopiowanie wzorców węgierskich, bo przecież to są kurwy nie ludzie, którzy przegryzają pęciny koniom w nocy i mają błony pod pachami. Nie jest nią na pewno nienawiść, skierowana do ludzi wypełnionych strachem. A na pewno nie jest nią opuszczanie gardy przed jaszczurzym spiskiem, który w formie łatwych do przyswojenia pakietów znajdują się w każdym lokalnym banku. Jebać ten hałas, serio.

Co robić? Jak żyć? Ha, jak nie żyć, to dopiero jest pytanie. Bo w czasach powszechnej zombifikacji, nawet to nie siedzi spokojnie, tylko wychodzi na wierzch i wkurwia. No nie ma lekko, jak śpiewał wieszcz z Electric Rudeboyz.