bardzo stary dragon

Co Mie Wnerwia: Nostalgia

21.04.2016 | Co Mie Wnerwia

Ogólnie lubię narzekać, a kto nie lubi to pewnie narzeka teraz, a nie kiedyś. Kiedyś, ho, panie, kiedyś to się narzekało. Pięknie i wzniośle, że kaszę wyjedli, że Ruskie żyć nie dają, że tatowie pieniędzy nie dają, że w kolanach coś strzyka, że w Ustrzykach coś kolani, że złodzieje w nocy kradną, że policja w dzień, że kromka spada masłem do dołu, że dół spada górą w bok, że wszystko już było, a to co jest nowe, to chujowe.

A teraz? Panie, teraz nawet nostalgia nie jest taka jak kiedyś.

Tak, moi mili, Internet został ufundowany na trzech solidnych podstawach. Jedną jest oczywiście rasizm, drugą jest odwieczna ochota przeżuwania dzieciństwa, a trzecią rzecz jasna stolik do kawy zrobiony ze słoniej nogi.

Autokorekta każe zmienić tę sformułowanie na "nogę słonia", ale może oficjalnie sśeć paue.

Autokorekta każe zmienić tę sformułowanie na “nogę słonia”, ale może oficjalnie sśeć paue.

O sile nostalgii w internetowej “twórczości” pisałem już swego czasu tutaj, a że mamy teraz swena czas, podejdźmy do niej od strony drugiej. Bo mamy oczywiście funkcjonujące w kulturze niskiej zamiłowanie do remiksowania już raz stworzonych dzieł, co jednak z samym odczuciem nostalgii? Wedle słownika “nostalgia” to “spożywanie przez nozdrza makaronu tagliatele”. Tyle Kopaliński, JAK ZWYKLE POMOCNY. Ale jeśli założymy, że jest to uczucie ciepła związane z przywołaniem miłych wspomnień, jak daleko musimy się cofnąć? Czy musi być to czas dzieciństwa, gdy biegałem po lesie i kijkiem strącałem gałęzie z drzew, wyobrażając sobie że to wyciągnięte kostropate łapska ścigających mnie orków? Czy może to być czas gdy dużo brałem pigułek i strącałem z siebie niewidoczne pająki, wyobrażając sobie że mam jeszcze szansę wrócić na studia?

Pewnie nie to drugie, ale zauważcie najciekawsze obecnie trend. Nostalgia była niegdyś może nie powodem do wstydu, ale na pewno nie do chwały. Jeśli uważaliśmy że ktoś jest nostalgiczny, to zazwyczaj wiązało się z tym podejrzenie że marnotrawi czas, trwoniąc go na reminiscencje chwil dawno minionych. Wtedy robiło się tak, że jeden padał na czworaka za takim delikwentem, a drugi go popychał, no i się wywracał, i było z tego masę radości.

Chyba że od tego zmarł. Wtedy trochę mniej.

Chyba że od tego zmarł. Wtedy trochę mniej.

Teraz zaś wspominanie starego dobrego czasu nie tylko jest sposobem na ucieczkę od beznadziei dnia powszedniego, ale sposobem na zarobek czy nawet pełnoprawne zajęcie. Oddajmy, nie tylko dla internetowych palantów, którzy grają w stare gierki, ho ho, recenzują stare komedie, ha ha, ale przede wszystkim dla kurew kapitalistycznych, które zauważając ten trynd, celują w niego coraz mocniej po to tylko by zagarnąć hajc i dalej mordować tkankę mózgową. Oczywiście w naszym pięknym kraju oznacza to przede wszystkim zbastardyzowany kult Powstania czy innych Czarodziejów Wyklętych, z całym sztafażem narodowogimnazjalistycznej tromtadracji. Gdzieś między tym przemykają akcje takie jak zbiórka na Kickstarterze na reanimację słusznie zmarłego “Secret Service” czy “Franko”. W tej galerii duchów od Sasa pyszałkowatego patriotyzmu dla ubogich, przez Lasa uwielbienia dla chaosu i beznadziei transformacji, na promującej dno artystyczne wiksapolonii pod znakiem DJ Hazela skończywszy, miota się współczesny Polak, a jego serce rozdarte jak sosna rażona piorunem czy penis włożony w dziuplę od tego rażenia powstałą.

Co robić więc? Dać się upupić usypiającej i kojącej mocy nostalgii? Czy dalej odważnie napierdalać w przegranym z góry wyścigu o pozostawanie relewantnym? Otóż moi drodzy, odpowiedź jest prosta: jebać wszystko i każdego z osobna.