scriggggg

Co Mie Wnerwia: Racjonalność

15.11.2016 | Co Mie Wnerwia

Jednym z największych przekłamań ludzkiego umysłu jest ułuda racjonalności. Zdaje nam się, że podejmowane przez nas decyzje wynikają z przyglądania się faktom, kalkulacji i przewidywania skutków. W ten sposób nasze działania mają legitymację rozsądku, wyłącznie nasze, zaznaczmy. Inni ludzie rzecz jasna decydują motywując się niskim, emocjonalnymi pobudkami. Chciwość, resentyment, zawiść, frustracja i ignorancja – to domena innych ludzi. Ja kieruję się swym racjonalnym umysłem, moje błędy wynikają z obrotu zdarzeń poza moją kontrolą, inni kierują się podszeptami serca, a ich pomyłki są wbudowane w niepoprawny tok postępowania.

I dokładnie tak jest. Dziękuję państwu, Roma locuta causa finita, nara fusy, widzimy się przy barze.

Jak to mawiają komicy ze sceny "pif-paf, cel wyeliminowany".

Jak to mawiają komicy ze sceny “pif-paf, cel wyeliminowany”.

Oczywiście nie. Ale ułuda ta jest dziwnie powszechna. Najbardziej jaskrawym znanym mi przykładem takiego podejścia, jest pewien względnie młody człowiek, nazwijmy go Przemek, bo tak ma na imię. Nie ma co nadawać jakiś fałszywych, zawsze się coś później popsuje, policjant się pyta: “a kto to jest ten cały Bob M., od którego masz brać płyty?”. A ty: “jaki Bob? To jest numer Maćka, on wozi susz konopi indyjskiej.” Pies na to: “chuj mnie boli jakiś tam susz, mów dziadygo, skąd te płyty? Przecież wiesz, że reggae jest nielegalne od kiedy mało nie urwało uszów Lewandowskiemu Robertowi.” Zwykłe nieporozumienia.

Otóż z rzeczonym Pawłem jeździmy dość często samochodem. Chciałbym powiedzieć, że jeździ odpowiedzialnie i z szacunkiem dla pasażerów, jak i innych użytkowników drogi, ale skłamałbym. A nie chcę kłamać, bo idę na rozmowę z bankiem i wolę się nie wyprztykać. Pan Przemek wyprzedza cały czas i bezmyślnie na liniach ciągłych, na mostach, na zakrętach i na pełnej kurwie. Ciężko to zrozumieć, bo ma całe życie przed sobą, a spędzenie go w najgorszym przypadku w ziemi (przynajmniej do następnej amnestii ekshumacyjnej), a w najlepszym przypadku podpiętym do robota, który potrafi tylko zapodać ciągłą resuscytację i nudnawy bit nie brzmi ciekawie.

"Cholera, nawet Sznejka nie ma."

“Cholera, nawet Sznejka nie ma.”

W toku długich rozmów ustaliliśmy, że jego działanie nie zdaje mu się w ogóle nierozsądne. Wręcz przeciwnie, każde niebezpieczne zachowanie jest “dokładnie wyliczone i towarzyszy mu przemyślana decyzja”. Nie ma tam miejsca na szansę, jedynie kalkulację, a prawdziwą zmienną są tylko zachowania innych uczestników drogi (tzw. “jebanych idiotów”). Oczywiście poza tymi przypadkami, kiedy nie ma żadnej możliwości ustalić, czy ktoś wyjedzie zza zakrętu na moście, ale wtedy będzie odpowiednia reakcja. Taka jak krzyk i śmierć w płomieniach, ale tego już nie dopowiedział.

Żeby nie było – ta egzemplifikacja nie powinna nas prowadzić do łatwego wniosku “ha, jak tak można, na szczęście ja nie robię takich akcji.” Skąd. Każdy to robi, by podać przykład, ja teraz to robię zakładając a priori, że uzyskam jakąkolwiek reakcję u was. Nie wiem. Nie dość że nie wiem, nie mogę wiedzieć, a moje założenie wynika z wyższości jaką odczuwam wypisując “egzemplifikacja” i “a priori”. Nawet nie wiem co to za bardzo znaczy. Rodzaj wałka do ciasta? Pewnie tak. Jak w tym rysunku z “New Yorkera”, który zamieszczam poniżej.

"Jeszcze nie wróciłem pijany, ale żona już czekała z założonym a priori."

“Jeszcze nie wróciłem pijany, ale żona już czekała z założonym a priori.” Niestety nie możemy przyjąć tego obrazka, bo nie jest rok 1956 – z poważaniem redakcja.

Ufanie własnemu osądowi to chyba najgorsze co można zrobić. Zajmuję się komedią na żywo prawie 6 lat, z czego może całkiem ok poszło mi to z 7-8 razy. Ile bym godzin nie spędził na scenie, dalej wchodzę tam z obawą, że wszystko się spierdoli, ja nie podołam i na dodatek w pierwszym rzędzie będzie Scarlett Johansson, a ja ją obleję kwasem. Skąd mam kwas wychodząc na scenę? Chciałem żeby żarty naprawdę żarły. Widzicie? Wszystko było pod moją kontrolą, premise dowcipu, jego poprowadzenie i ręcę którymi piszę. Jednak nie przewidziałem, że kot mi przebiegnie po klawiaturze. Akurat na moim komputerze koty wyznaczyły sobie metę maratonu.

Wiele lat myślałem, że jestem w stanie oderwać emocje od swoich kalkulacji. Że w interakcjach międzyludzkich wystawiam poza nawias nieistotne na dla bieżącej rozmowy czynniki. Że kieruję się tylko racjonalną myślą, niesplamioną zewnętrznymi czynnikami. To oczywista bzdura, mimo jaszczurczej łuski, zdolności oddychania pod wodą i pazurzastych łap, czuję i wpływa to na mój osąd.

Dlatego głosowałem na Donalda Trumpa. Bo podobał mi się kolor jego skóry wokół oczu, przypominał mi wyschnięte śliwki leżące wśród opadłych jesiennych liści. Jaki z tego wniosek? Żaden.