biznesz dog

Co Mie Wnerwia: Śmierć

06.08.2016 | Co Mie Wnerwia

“Wszyscy umrzemy, przykro mi że dowiadujecie się w ten sposób. Dowiadywanie się o tym na występie komediowym to drugi najgorszy sposób, pierwszy to z ust uzbrojonego w nóż klauna, który goni was przez las.” – powiedział człowiek lepszy ode mnie. Dokładnie był to ja, ale sprzed 5 miesięcy. Dlaczego wersja przeszła jest lepsza od obecnej? Bo ma 5 miesięcy życia więcej. Czas, który może spożytkować na pielęgnowanie znajomości, ściskanie najbliższych, pomaganie potrzebującym i inne, gejowskie rzeczy jakie robią ludzie. Zamiast tego spożytkował je na picie alkoholu, kacowanie i tracenie pieniędzy na które nie zasłużył. ORDER UŚMIECHU CZEKA NA POCZCIE.

“Bartek, co z Tobą?” Przecież wszystko idzie ku lepszemu. Twoi koledzy robią sobie sensualne sesje zdjęciowe, wyniki wymazu kału coraz lepsze (można połączyć te dwa tematy), na horyzoncie same miłe i ciekawe rzeczy. Nie potrafisz cieszyć się uśmiechem ukochanej osoby? Zapachem kwiecistej łąki po deszczu? Zachwytem w oczach dziecka? Śladem stóp znikającym pod kolejnymi falami? Odbiciem słońca w tafli jeziora? Smakiem świeżo zebranych malin?

"Spotkaniem w gronie znajomych? Ciepłem chmury cracku? Walką na noże z oposami? Płaczem dorosłego człowieka w autobusie?"

“Spotkaniem w gronie znajomych? Ciepłem chmury cracku? Walką na noże z oposami? Płaczem dorosłego człowieka w autobusie?

To są wszystko bardzo miłe rzeczy, jak słyszałem, ale nie zmienia podstawowego problemu. Mimo że jest jednym z niewielu pewników w naszym życiu (poza, oczywiście, aktualnością “Szkła Kontaktowego” i faktem że Pan Prezydent smakuje jak pszenna bułka), to śmierć praktycznie nie istnieje. Oczywiście nie mówię o jej fetyszyzowanej wersji, obecnej powszechnie w wytworach kultury. Lekko tylko uogólniając, śmierć w filmach, grach i książkach ogranicza się do aktu zgaszenia życia, które to zazwyczaj jest tylko przeszkodą na drodze bohaterów. Oczywiście nie dotyczy to słuchowisk radiowych, w których po śmierci postaci nadawany jest przez 24h alarm przeciwlotniczy. Nie przyciąga to nowych słuchaczy, ale na pewno przekazuje troskę i żal za zmarłymi.

Tak ucharakteryzowana śmierć to niedogodność, która przytrafia się co do zasady nieuważnym, nieważnym i ogólnie obcokrajowcom. Nie dotyczy nas samych, ciężko się jej obawiać, podczas gdy z moich badań wynika, że śmierć stanie się poważnym zagrożeniem dla większości Polaków na którymś etapie ich życia. Nie dotyczy to oczywiście idei Wielkiej Polski, która będzie żyć tak długo, jak internet na telefonach komórkowych i ojcowie, którzy nie chcą zajmować się swoimi synami. A mimo to ciężko nawet coś o niej powiedzieć. Patrzcie jak teraz się zrobiło niezręcznie, a w powyższym paragrafie zawarłem całkiem sporo żartów.

Nie jakiś dobrych, ale ta strona naprawdę jest za darmo. W nagrodę zdjęcie Białego Mężczyzny (tm).

Nie jakiś dobrych, ale ta strona naprawdę jest za darmo. W ramach zadośćuczynienia zdjęcie Białego Mężczyzny ™.

Uciekam od śmierci coraz dalej, co dzień i co chwilę. Sam to propaguję, opowiadając bzdurne historyjki na scenie, promując bezmyślny eskapizm. Może nie tak bezmyślny jak improwizacja komediowa, ale jeśli na nią chodzisz, to już jesteś trochę martwy w środku. Wypychamy umierających poza margines życia, do hospicjów, szpitali, czy w przypadku Koszalina, do Pieczary Bez Odwrotu. Coroczne katharsis Święta Zmarłych trywializujemy do penerskich wstawek w obwolutach gazet i śmiecenia plastikiem na cmentarzach. Nie wiem oczywiście, kim są ci “my”, ale  jest to sprytny zwrot stylistyczny, w którym mało odkrywcze pretensjonalne pierdoły ukrywam pod pierzynką bycia takim jak Wy. A przecież nie jestem, wiecie dlaczego?

Bo nie zamierzam umrzeć. Zamierzam uciekać od zimnego objęcia kostuchy tak daleko jak sumienie Europejskiego Białasa pozwala (Indie). Tak głęboko, na ile pustka duchowa i naiwność katolickiego prania mózgu mnie dopuści, czyli gdzieś na poziom okazjonalnego patrzenia się bezmyślnie w monitor na którym miga kreska rozpoczętego wordowskiego dokumentu czy wydrapania oczu z dowodu osobistego podczas zjazdu po mefedronie. Będę jadł tylko jarmuż, choć przypomina o ciemnej i zimnej ziemi do której mnie zapakują. W celu obrony przed śmiercią będę srał się przed wymyślonym zagrożeniem ze strony islamskich terrorystów, zabójczych szerszeni, wysokotłuszczowych bułek z mięsem, albo jeszcze gorzej – hamburgerów z szerszeniami w burkach i okularach przeciwsłonecznych (więcej o tym w kolejnym odcinku recenzji kulinarnych). Alienował się w zestawie odniesień na tyle wąskich by odepchnąć ludzi których lubię i na tyle szerokich by zniesmaczyć ludzi których myślę że lubię. Nieuchronność śmierci zawierał w pretensjonalnych tekstach, o których zapomina się niczym o publikacjach Bronisława Wildsteina, zaraz po przeczytaniu.

A na samym końcu, na nagrobku i tak napiszą “Zalewski” przez “f”. Co mie wnerwia.