radio botutatan

Co Mie Wnerwia: Starość

15.04.2017 | Co Mie Wnerwia

Ale jestem kurwa stary. Nie fizycznie, bo to się teraz nie liczy, ale mentalnie to jest absolutnie porażka. Pamiętacie te czasy gdy jak wchodziliście do monopolowego witało was pytanie “A dowodzik jest?” Teraz wita mnie pytanie “Znowu? Na pewno? Trzy? Jezusie w niebiosach, przecież też trzeba myśleć o bliskich, o ukochanych, nie można tak robić.” Dlatego przestałem chodzić do tego koło mojej chaty, sprzedawczyni podsuwa mi obrazki z Maryjką. Maczałem je potem w kwasie i podrzucałem w Monarze. Akurat.

Żeby też nie było wątpliwości – nie uważam że kiedyś było lepiej, bla bla, skąd. Kiedyś nie można było przejść przez Nadodrze nocą, bo co chwilę były zaczepki, teraz też w sumie, ale chodzi o to by ocenić, kto zrobił lepszy hummus. Właśnie hummus sprawił, że zdałem sobie sprawę z własnego wieku. Otóż byłem na imprezie, gdzie oficjalnym tematem rozmowy przez bite 20 minut były techniki przyrządzania hummusu. I nie chodzi nawet o to, że o takich rzeczach mówią największe białasy, ludzie dosłownie z majonezu – najgorsze że przysłuchiwałem się z uwagą BO MNIE TO CIEKAWIŁO.

Gdy spoglądasz w lustro i widzisz to, wiesz że twoja kariera rapowa zaległa na mieliźnie.

Gdy spoglądasz w lustro i widzisz to, wiesz że twoja kariera rapowa osiadła na mieliźnie.

“Ależ to normalne” powiecie. “Człowiekowi zmieniają się zainteresowania” dodacie. “Skoro już tak gadamy, to czy masz pożyczyć 1 500 złotych” nadmienicie. Ale odpowiem mocno i poważnie – nie, nie chodzi o przesunięcie akcentów w moim życiu na spokojną egzystencję, podlewanie kwiatków i jedzenie w regularnych odstępach. Spokój i stabilizacja to absolutnie mile widziana odmiana po sportowym nadużywaniu narkotyków i chlorowaniem wątroby. Chodzi raczej o gnuśność i świadomość, że mentalnie zjeżdżam po równi pochyłej. Jak pochyłej? Tak bardzo, że aż musiałem wygooglować co to właściwie znaczy.

Boję się powolnego zastygania w skorupie dotychczasowych doświadczeń, zamknięcia na nowe i stania się częścią regresu i reakcji. Nie można być rewolucjonistą całe życie, ale czy koniecznie musi to oznaczać nieunikniony pochód w kierunku konserwatyzmu i bagna samopotwierdzających się poglądów? Jak wyplenić niezdrowy cynizm wobec każdej inicjatywy, którą organizują ludzi młodsi od pierwszego “Starcrafta”? No i przede wszystkim, o co chodzi z tym dabowaniem? Czy to jest jeszcze na rzeczy, czy jak to zrobię to czy będą się ze mnie śmieli? Proszę powiedzieć, odpowiedzi nadsyłacie na adres: Oleandrów 5, 05-070 Sulejówek, pocztę odbiera umyślny w każdy pierwszy i ostatni dzień godziny. W zamian mogę zaproponować zdjęcie mojego pierwszego daba.

Chyba to umiem.

Chyba to umiem.

Jest w tych wyznaniach coś żałosnego, bo takich lamentów nad utraconym czasem nie brakuje (vide: Przekrój). I zapewne z perspektywy czasu sam się będę z tego śmiał, a co mi tam, już zacznę, w ten sposób zaoszczędzę chwilę w przyszłości. Ha, ha, co za lamus, chce być na froncie postępu, a na pytanie jaki ma telefon odpowiada “WiFi”. Pomijając kwestię technologii (nadążanie za nią uważam za stratę czasu, jeżeli największą korporacją jest Apple, na pewno poradzę sobie z jej “wymogami” na każdym etapie życia), staram się z całych sił otwierać na świat, nowe idee i fale kultury. Ale ze strachem zauważam, że idzie mi to coraz oporniej. Muzyka, filmy, książki i telewizja podchodzą mi coraz oporniej, szczególnie jeśli sygnowane jest “Nowe, szokujące”. Szokujące to były wizyty w zakładzie zamkniętym na ulicy Kraszewskiego we Wrocławiu. Nie chodziło o elektrowstrząsy, po prostu ordynator dorabiał jako klaun i w ręce miał ukryty mały ładunek elektryczny. No i się obnażał też.

Staram się, z całych sił się staram, stępić swoją podejrzliwość, przyjmować jak najszerzej to co oferuje współczesność, ale przeszłość rzuca do mnie coraz przymilniejsze spojrzenia. Może to jednak nieuniknione, może jednak wszyscy stajemy się tym czego się obawiamy? Smutną karykaturą własnych idei, krzywym odbiciem własnego projektowanego obrazu? To w sumie i tak lepiej, bo miałem być tenisistą, a ci krzywe odbicia traktują jak osobiste porażki. Nie zmienia to faktu, że jeżeli ktoś z was ma receptę na to stetryczenie, to będę zobowiązany. Czy to będzie jogging, czapka z daszkiem czy też picie juchy. Jeśli krew dziewic pita prosto z tętnic, nie ma problemu, byleby nie z udowej, bo moja dziewczyna wybaczyła by mi kanibalistyczne morderstwa, ale zbliżenie się do innych kobiet mniej.

“A czemu kobiety?”

Nie wiem, założyłem. Widzicie? Już się zaczęło, heheszkowy patriarchalizm i mizoginia powszechna. Także zapraszam do zapoznania się z moim nowym materiałem komediowym “W każdej kobiecie kurwy dwie trzecie”, jest to garść obserwacji z relacjiiiiiiiiiiiii uch, ależ mnie trzepie jak tylko o tym myślę. W międzyczasie – Wesołych Świąt!