shaggeh

Dlaczego należy jeść psy

02.10.2018 | Ra(n)dom

Lat kilka temu przez Wielką Brytanię, zwaną UK przez Wyspiarzy i Uk-uk-uk przez orangutany, przetoczył się skandal związany ze śladowymi ilościami lisiego i końskiego mięsa w produktach Tesco. Rozumiem wasze zdziwienie, przecież po to właśnie kupuję kremy i tampony w Tesco, ze względu na ich zawartość tych dwóch szlachetnych mięs. To one nadają im odpowiedni zapaszek, znany jako “Tajemnicze proteiny”.

Odsuwając przeterminowane żarty na bok, Brytyjczycy nie podeszli do tego tak wyluzowanie, głównie ze względu na znaczenie tych zwierząt w ichniej kulturze. Dokładna pozycja jest trudna do ustalenia, zwłaszcza że używają jednych do polowania na drugie.

Tak, zgadliście, jeżdżą na lisach w trakcie polowań na konie, ta strona już od dawna ma wyłącznie przewidywalne żarty.

Tak, zgadliście, jeżdżą na lisach w trakcie polowań na konie, ta strona już od dawna ma wyłącznie przewidywalne żarty.

“Mięso w kulturze”, dobry tytuł na pracę wyciągającą monetę na jednym z niezwykle potrzebnych społeczno-kulturowych kierunków. Ale faktem jest, że kategoryzowanie zwierząt do spożycia to sprawa niecodzienna. Dla organizmu ludzkiego nie ma przesadnie znaczenia, które dokładnie zwierzę rozerwie na strzępy swoimi zaostrzonymi kośćmi wystającymi z twarzy (“zęby”), byleby dostarczały aminokwasów, lipidów, węglowodanów oraz okrycia na zimę. Dlatego koty syjamskie tak sprytnie uciekają spod naszego noża już od lat!

Jednakże mapa akceptacja dla spożywania konkretnych zwierząt jest cokolwiek oderwana od tego prostego faktu. W Anglii nie wezmą do ust konia (chyba że jest martwy, a ty nazywasz się David Cameron, a może to była świnia, ok, nieważne i tak ten żart nie ma sensu w 2018), Francuzi się koniną zajadają, w jednej chińskiej prowincji przysmakiem jest pies, w Polsce nie jemy psiaków, tylko normalnie, po katolicku, robimy z nich smalec. W Japonii bije się i zjada delfiny, może ze względu na gigantyczną kosę, jaka Japonia ma z całym morskim światem. Serio, wygląda czasami, jakby kiedyś Atlantyda pokonała Nippon 6-0, a teraz zbiera za to bęcki. Możemy oczywiście poruszyć kwestię, że psy w kulturze europejskiej były towarzyszami, w angielskiej konie to wierne wierzchowce, ale co wtedy z innymi zwierzętami? Na świni jeździ się wcale nieźle, zapytaj swojej Mamy.

W znaczeniu: "twoja Mama jest świnią i na niej jeździłem", nie: "twoja Mama jeździ na świni". Bądźmy rozsądni.

W znaczeniu: “twoja Mama jest świnią i na niej jeździłem”, nie: “twoja Mama jeździ na świni”. Bądźmy rozsądni.

Przechodzimy więc do rzeczy, ponieważ stosunek ludzki do jedzenia ma wszelkie pretensje do naukowości, ze swoją rzeszą niedorobów zajmujących się “dietami oczyszczającymi” i innym kurestwem, czy jest jakakolwiek właściwy sposób jedzenia zwierząt? Czy są “humanistyczne metody hodowli”? Czy da się odnaleźć drogę w meandrach kultury, która będzie szanowała pewne konkretne grupy zwierząt za ich “zasługi” czy bagaż emocjonalny, jednocześnie inne zsyłając do roli dostarczycieli składników odżywczych? Otóż raczej nie. Myślę, że nabroiliśmy dość, człowiek oficjalnie wygrał ze wszystkim na świecie. Ludzie się boją wilków, wilków jest dosłownie tyle, że moglibyśmy wystawić reprezentację niemowlaków i pokonalibyśmy ich samą masą. I zmysłem taktycznym, niemowlaki mają w końcu tę telepatyczną więź, dzięki której zawsze wiedzą który z pucharów jest Prawdziwym Graalem. Ludzie i służące im za zabawki czy pożywienie zwierzęta zajmują obecni przygnębiającą większość biosfery, oficjalnie nikt nie może nam fiknąć. Nawet foka. A ta kurew lubi fikać, ech, nawet mi nie zaczynajcie.

Do czego zmierzam? Otóż pisarz i twórca maszyn do szycia Isaac Bashevis Singer powiedział kiedyś, że “dla zwierząt każdy człowiek to nazista a ich życie to wieczna Treblinka”. Nie myślcie, że znam takie cytaty na pamięć, przeczytałem go oczywiście na ścianie toalety. Nic na tym etapie nie tłumaczy przerażającego losu miliardów zwierząt, które są mordowane w najbardziej bezduszny sposób, mielone na kawałki a potem często wyrzucane na śmieci “bo mnie nie smakuje chciałem z sosem teriyaki”. Ło ty kurwo! Zwierzę zginęło, a ty go nawet z głupiej uprzejmości nie zjesz?

"Chyba się obrażę."

“Chyba się obrażę.”

Pozostaje nam więc wątpliwy wybór, oczywiście jeśli jeszcze udajemy, że zależy nam na zwierzętach, a nie chcemy być hipokrytami. Możemy ograniczyć żarcie mięsa do minimum, co prawda ryzykujemy popadnięcie w pretensjonalność i pisanie kretyńskich tekstów na ten temat. Alternatywą jest jednak zaakceptowanie niedoli zwierząt i pokochania mięsa, a wtedy niestety nosisz brodę, słuchasz “mocnego gitarowego grania”, pewnie robisz sobie tatuaże i moim skromnym zdaniem nie zasługujesz na zsyłkę do  rzeźni wyłącznie z powodu wysokiego ryzyka, że twój trup będzie zalatywał napojem Monster i “Męskim Graniem”. Dlatego namawiam wszystkich bardzo serdeczne na porzucenie zjadania trupów zwierząt, z dwóch prostych powodów:

- Można więcej pić.

- Moralna wyższość.

Są to dwa argumenty nie do przeważenia, bo nie ma większej przyjemności w życiu niż będąc najebanym jak człowiek (świnie wbrew pozorom piją dość rozsądnie, zawsze zakąszając) tłumaczyć przerażonym postronnym, że są śmieciami i tylko TY naprawdę troszczysz się o planetę, a nawet jeśli sikasz do zlewu, to też żeby nie marnować wody. Więc tak, lepiej nie zjadać psa. Ale pandę to już mam w dupie. Serio, wiem że są ładne i tak dalej, ale te nieroby pewnie z nas szydzą, jak te kaktusowe ludki w Final Fantasy. Nie kłamię teraz, gdyby jutro był koniec świata, to dzisiaj poświęcił bym na zebranie kilku koleżki i upolowanie oraz zjedzenie pandy. Niech ma.