obrazkowanie papieża

Dlaczego twórcom komediowym wychodzą horrory?

26.04.2018 | Ra(n)dom

Idzie nowe, jak to kiedyś powiedział arcyksiążę Ferdynand, jak mu szczelał Gawriło Pryncyp z pistoletu. Również na tej szacownej stronie czas na pewne przetasowania, ponieważ nie jestem w stanie podtrzymywać dotychczasowej metody pisania tekstów pod pewien format. Powstał jako system dyscyplinujący mnie do regularnego pisania, w swym pierwotnym założeniu miałem wrzucać wpisy co dwa dni! Dwa dni, powtórzę! Ja nic nie robię co dwa dni, nawet kładę się spać co trzy, żeby zaoszczędzić czasu na rozbieranie się, na szczęście gram co trzy dni w pasjansa rozbieranego z samym sobą i to sprawę załatwia.
Nie mam bladego pojęcia po co były te recenzje kulinarne, filmowe czy szczegółowe opisy pewnej cichej polanki, na której, jeśli ma się oczywiście ochotę, kilkoma precyzyjnymi ruchami łopatą można odkryć bardzo ciekawe rzeczy. Dość tej niewoli, z formą trzeba walczyć, jest ona naszym największym przeciwnikiem, zaraz oczywiście za zbrojnymi w tasaki oposami oraz poczuciem przejmującej porażki, jaka dopada nas przy wstawaniu z łoża.

Tak, korzystam z łoża, tak się u mnie powodzi. Łoże co prawda madejowe, ale niech mnie, jeśli miałbym odpuścić choć dziabkę luksusu.

Tak, korzystam z łoża, tak się u mnie powodzi. Łoże co prawda madejowe, ale niech mnie, jeśli miałbym odpuścić choć dziabkę luksusu.

Dlatego teraz pozwolę sobie co pewien czas zadać pewne pytanie w tytule, na które w zakresie swojej skromnej wiedzy postaram się odpowiedzieć. Niektóre będą cokolwiek poważne, niektóre to zwykłe krotochwile, szutki jeno, ale na pewno będziemy się bawić przynajmniej dobrze. A jak nie, to wypierdalać, nikt Was tu nie trzyma, mnie zresztą też, teraz akurat mnie trzyma za nos Tatarzyn, a to jest niekomfortowa sytuacja. Dziś, zainspirowany niedawnym seansem filmu “Ciche miejsce”, chciałem zwrócić Waszą uwagę na ciekawą korelację między, zdawało by się, skrajnymi formami artystycznego wyrazu, jakimi są komedia oraz groza.
Zacznijmy może jednak od samej inspiracji. “Ciche miejsce” wbrew pozorom nie jest określeniem przestrzeni między jednym a drugim uchem Łukasza Lotka Lodkowskiego, lecz niskobudżetowym horrorem w reżyserii Johna Krasinsky’ego. Jeśli nie mieliście okazji jeszcze obejrzeć, polecam z całego serca, tak napiętej atmosfery nie zaznałem w kinie przynajmniej od czasów gdy byłem z ówczesną dziewczyną na “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, córką alkoholika i domowego tyrana, warto nadmienić. Słuchałem jej wywołanego traumatycznymi wspomnieniami szlochu, jednocześnie bardzo starając się by nie poznała, że jestem po 6 piwach.

"Oj rany, musisz sikać, a jak wstaniesz to się zorientuje. Spokojnie, wylej się dyskretnie do kubka z colą, he he URATOWANY, he he."

“Oj rany, musisz sikać, a jak wstaniesz to się zorientuje. Spokojnie, wylej się dyskretnie do kubka z colą, he he URATOWANY, he he.”

John Krasinsky, podobnie jak Jordan Peele, autor ubiegłorocznego “Uciekaj”, to nie tylko debiutanci, ale także aktorzy komediowi. Jednego z nich możecie kojarzyć z serialu “The Office”, gdzie wcielał się w rolę Jima, drugiego zaś z “Key & Peele”, gdzie wcielał się w rolę Peele’a. Jednak oba są pełnokrwistymi horrorami, jeden z licznymi elementami paranormalnymi w klimacie postapokaliptycznym, drugi thrillerem z podtekstem rasowym. Czy możemy mówić o trendzie? Raczej nie, chociaż “transfery” między światem śmiechu i grozy są częstsze niż może się zdawać, a ilość tytułów na granicy obu gatunków może przysparzać zawrotu głowy, zwłaszcza, jeśli czytacie te słowa na karuzeli. Legendarna wytwórnia klasy B Troma stawiała sobie chyba za punkt honoru stworzenie najgorszego gniotu, który będzie epatować flakami, golizną i fekalnymi żartami na raz, Peter Jackson przedstawił “Martwicę mózgu” z wyraźnym zamierzeniem wzbudzenia odrazy i nerwowego chichotu jednocześnie. Pewnie przywołał bym więcej przykładów, ale jestem teraz w pociągu i mi się nie chce googlować, może uda mi się później.*
By jednak zacząć odpowiadać na tytułowe pytanie, nie pierwszy raz rzuca mi się na myśl, że tworzenie komedii ma coś z tworzenia horroru, tak jak pisanie komedii ma coś z pisania powieści grozy, a pisanie o komedii ma coś z bycia porażką życiową. Podstawowym środkiem w obu przypadkach jest tutaj niepokój, a więc napięcie między tym co znane/”normalne”, a tym co nieznane/”odstające od normy”. Jeśli dojrzymy sytuację, która wykracza poza nasze pojmowanie, nasz ceniący spójność myślenia umysł “podstawi” nam odpowiednią reakcję. Gdy otwieramy drzwi do domu i jest to małpa ubrana w garnitur paląca cygaro, śmiejemy się, gdy wielki goryl z płonącymi piekielnym ogniem oczami i skrzydłami nietoperza, kulimy ze strachu. Gdy jest to klaun, to i to jednocześnie. Oczywiście jest przykład ekstremalny, każdy z nas ma też swoje własne reakcje na konkretny zestaw bodźców, jednak z punktu widzenia twórcy kultury kwestią jest znalezienie jak najszerzej oddziaływającego zestawu.

Dla przykładu klauny w lesie. Przeraża: borelioza, nudne kinderbale.

Dla przykładu klauny w lesie. Przeraża: borelioza, nudne kinderbale.

Co przywodzi mnie do dzisiejszego pytania. Jeśli weźmiemy teksty komediowe i horrorowe, pozbawiając je kontekstu, oba przedstawiają wyobrażony świat, w którym nie czujemy się komfortowo. Nikt by nie chciał żyć w takim świecie, szczególnie w tym z komedii Łukasz Lotka Lodkowskiego, bo wszystko jest w nim zrobione z nutelli i piwa “Romper”. Bohaterom tym opowieści przytrafiają się rzeczy nadnaturalnych proporcji, sytuacje zmierzają w kierunku niesamowitych hiperboli, a drobne pomyłki owocują gargantuicznymi karami, jak w Bibliotece Miejskiej w Trzebnicy, przecież mówiłem że oddam! Wypożyczyłem “Cesarza” Kapuścińskiego, ale zgubiłem zakładkę, to szukam teraz, bo trzeba oddać cesarzowi co cesarskie. Wracając do tematu, komedia i horror zmierzają w tym samym kierunku, jest zawsze niepewność co do obrazu świata, ale za sprawą użytych środków możemy powiedzieć, że nawet jeśli kierunek jest ten sam, to wektory są inne. Tylko proszę, nie każcie mi dokładniej tłumaczyć co to by miało znaczyć, z fizyki i matematyki miałem koszmarne oceny, dość powiedzieć, że ŚNIŁY MI SIĘ PO NOCACH, ha ha ha.
*Oczywiście mi się nie chciało. Ale polecam “Ciche miejsce”, obetnijcie na bank.