BYLO

Dlaczego wszystkie rozdania nagród powinni prowadzić komicy/komiczki

13.03.2019 | Inne

Witam PC policję. Jest to, jak wiemy, formacja stworzona na potrzeby regulowania dyskursu publicznego pod kątem sformułowań uznawanych za obraźliwe wobec grup wykluczonych, która w żelaznym uścisku trzyma wolność słowa w Polsce. Jak wiemy, najgorzej cierpią na tym skromni benedyktyni komedii, którzy nie mogą nazywać “pedała” pedałem i “czarnucha” (“smoluszka”) czarnuchem. Wielka strata dla pierwszej poprawki do Konstytucji oraz dla występów na campusach college’ów wojewódzkich całej Polski.


Jako jej reprezentant używam sformułowania “komiczki”, choć nie ustalałem z żadną czy sformułowanie te oddaje dobrze naturę ich powołania, jednocześnie oddając sprawiedliwość latom opresji kulturowej jaka przypadła “drogim paniom”. Nie mam oczywiście problemu z wspominaniem o tym, ponieważ co to za progresywizm, który sam siebie nie poklepuje po plecach.

Medal Zasłużony Dla Kobiet im. Louisa CK wręcza prezes fundacji Feminoteka.

Medal “Zasłużony Dla Kobiet” im. Louisa CK wręcza prezes fundacji Feminoteka.

Skoro przy seksizmie jesteśmy, Rafał Pacześ miał poprowadzić niedawno rozdanie nagród Fryderyki, z naciskiem na “miał”, bo jednak skończyło na występie. Co do jego jakości można mieć pewne zastrzeżenia, ale czynienie z tego żartów jest naprawdę rzeczą łatwą i pospolitą. Więc zróbmy to, na chuj mam się zapracowywać. Cała para poszła w dwa pierwsze akapity, rozprawiające się z nie wiadomo kim i nie wiadomo dlaczego, wprowadzając tylko napiętą konfuzję. By zacytować klasyka, Bartuś tak lubi.

Ciężko znaleźć mniej przystający duet niż wskrzeszony potwór Fryderykensteina oraz pędzącą lokomotywę komedii Rafała, ale widać luminarze rozrywki z góry TVN, powszechnie znani z trzymania ręki na pulsie rodzimej kultury, taką decyzję podjęli. Rafał to kolega z pracy, co prawda obracających się na innych orbitach, zwykle obroty te są widoczne na wyświetlaczu BMW czy innego Forda. Nasze drogi się rozeszły, albowiem (Davidem Albowiem, dokładniej) motoryzacja mnie nie zajmuje przesadnie, choć prawo jazdy mam. Nie było łatwo zdać, bo teorię u nas zdaje się w systemie “lufa-pytanie”.

Potem mi niestety w sądzie rodzinnym odebrali, eks-żona ma moje prawo jazdy, ja mogę mieć wizytę w samochodzie co dwa tygodnie.

Potem mi niestety w sądzie rodzinnym odebrali, eksżona ma moje prawo jazdy, ja mogę mieć wizytę w samochodzie co dwa tygodnie.

Dysonans między energetyczną Godzillą, jaką jest potężna sceniczna prezencja Rafała i sztywną dość formułą wieczoru całowania się po peniskach (choć w odmienionej formule, oddajmy, bo było jednak miejsce na kilka eksperymentów muzycznych) dla kundli majorsów od radiowej sieczki nie był tak potężny jak mi się zdawało. Nie jest to zarzut, ale Rafała zawsze interesowało bycie na absolutnym topie, co zrealizował z imponującą pewnością siebie, just like that. Jednakże tym razem brawura chyba nie przyniosła niemalże fizycznego przełamania publiki do śmiechu, jaką widziałem kilka razy w jego wykonaniu na żywo. Serio, Rafał kiedyś zmusił do śmiechu ludzi, którzy na pewno nie mieli zamiaru go polubić, co jest przydatne i na scenie, i przy poznawaniu teściów.

Nic to nowego, legendarny już występ Michała Sufina podczas gali Orłów (lat temu kilka, w czasach wyjątkowo dobrej zmiany w TVP2) cierpiał na podobne przekonanie, choć wektor oddziaływania był przeciwny. Tam nie mieliśmy do czynienia z atakiem z flanki popularnej, ale niemalże elitarnej, inteligenckiej. W praktyce oznaczało to aktorskie sceny działające na życzliwe serca bywalców Klubu Komediowego, lecz na wymagające gusta pana Gajosa (odwrotnie do jego gardła, bo widziałem jak zerował kiedyś ciepłą Ludową w tramwaju, to na pewno był on) chyba mniej.

Rozczarowane spojrzenie Krystyny Jandy potrafi odebrać zdolność do erekcji na kilka pokoleń.

Rozczarowane spojrzenie Krystyny Jandy potrafi odebrać zdolność do erekcji na kilka pokoleń.

Warto wspomnieć o pozostałych podejściach, a więc Bartku Walosie (którego “Dzienniki Pizzowe” wchodzą do sieci pod koniec marca) i Bękartach Stand-upu (jeśli wiesz kto jest połówką tego duetu, no to wiadomo, skasuj mój numer i widzimy się pod Jubilatem, tylko weź tę kurwę Tadzię) prowadzących/występujących na gali Węże. Było to jednak, jak to mawiał prałat Jankowski, dawno i nieprawda. By przejść do clou tych bzdur: czy oznacza to, że kolejne rozdania nagród, gale i inne juble pierdolone na zawsze będzie prowadził wytarty Maciej Stuhr czy Jeremy Kałamanga, którzy zrobią to bezbłędnie i bezbarwnie niczym daltonista wypełniający kolorowankę ołówkiem? Czy naprawdę nie ma co dawać tak ARCYWAŻNYCH okazji ludziom parającym się komedią na żywo?

Otóż, nie jest to opinia kontrowersyjna, prowadzenie gal i rozdań różnych złotych cielców przez komiczkę/komika zawsze będzie przegraną. Jedynym elementem zmiennym jest natura tej porażki, akurat wykonawczyni/wykonawca może wybrać z jakich dokładnie pozycji ruszy do tej klęski. Czy będzie to nobliwa porażka przy wsparciu “środowiska” jak Michelle Wolf podczas ostatniego Correspondent’s Ball, czy artystycznie bezzębne, ale nośne dla szukających prostych rozrywek pseudoroastowanie Ricky’ego Gervaisa na gali Złotych Globów, sympatyczne i świetnie rozpisane duety Amy Poehler i Tiny Fey, a może uznanie koleżanek i kolegów po fachu przy chłodzie odbiorców za pomocą dekonstrukcji samej formuły Norma Macdonalda podczas rozdania Espy Awards.

"Bez żartów, koniecznie kliknijcie TUTAJ by zobaczyć piękną katastrofę.

Bez żartów, koniecznie kliknijcie TUTAJ by zobaczyć piękną katastrofę.

I tutaj kolejna teza bez kontrowersji: to dobrze. Każdy z nas wie, że takie zadanie jest ponad nasze siły, odbiorcy dystansują się od samej idei przebywania tamże (mówimy o osobnikach o wyjątkowym ego, z sukcesami, to chyba najmniej zabawni ludzie na świecie, cieszą się tylko jak widzą płonącego bezdomnego), a realia telewizyjnej rozrywki to bańka kokainistów bez punktów odniesień zabawiająca nienawistników, którzy nie wierzą, że oni sami nie dostąpili tego wątpliwego Parnasu, więc będą posępnie i z zawiścią obcinać ich wygibasy pod kątem najmniejszej pomyłki. Jednakże teza trzecia, najważniejsza: wykonawcy komedii na żywo są przyzwyczajeni do porażki. Stoi ona, wielokrotnie, za każdym kawałkiem podanego tekstu, który wcześniej przeszedł smutną drogę trawienną przez mózg pisarski, żołądek sceny i jelita wielokrotnego poprawiania, tylko by często okazać się gównem. W tej bardzo chybotliwej metaforze odbyt to usta, chciałem zaznaczyć.

Przytoczone przeze mnie osoby, czyli panowie Sufin i Pacześ akurat ograniczyli ilość porażek na swoich polach do absolutnego minimum, na równi przez skuteczność, jak i stworzenie szklarniowych warunków dla konceptu mieszczańskiej komedii w przypadku pierwszym, czy  masowość i gigantyczny wspólny mianownik w przypadku drugim. Szkoda, ale to mocni zawodnicy, chociaż jestem dziwnie spokojny, że w obu przypadkach zabrakło czasu przez napięty grafik lub (kolejny cytat z klasyka, znanego jako Repeating Offender) “wyjebane jajca” na zrobienie dwóch-trzech występów na sprawdzenie materiału. Przeszłości się nie zmieni.

Jeśli jednak by się udało, to prosiłbym o powrót do tego momentu w czasie i zastrzelenie widocznej na zdjęciu osoby.

Jeśli jednak by się udało, to prosiłbym o powrót do tego momentu w czasie i zastrzelenie widocznej na zdjęciu osoby. Ewentualnie zaprowadzenie do frzyjera.

Dla niewątpliwie czytających te słowa ludzi odpowiadających za rozrywkę (bo są tacy, widziałem, głównie rezydują w lokalu “Parana” w Warszawie) jeszcze raz apel o brak obaw. Jednocześnie warto upewnić się że wynajęta wykonawczyni/wykonawca sprawdził na jakiejś scenie swoje występy (tutaj uwaga: ja tak nie robię, ale wytłumaczę to później). I tak będzie to porażka, ale niech mnie, przynajmniej ciekawa, a nie powielanie kabaretowego zestawu wiców w nieskończoność, z “typowym” tym czy tamtym, z kurwa gładyszami sapiącymi napisane przez czerwonookie makaki z agencji reklamowych, w których mamy wymierzone butelki z benzyną i kamienie. Parafrazując (a jakże) Norma Macdonalda, ja sam gdybym był w decyzyjnej sytuacji i miał wybierać jako prowadzącymi między Michałem Kempą, Olą Szczęśniak i Błażejem Krajewskim wybrał bym Paulinę Potocką pod warunkiem że teksty napisze jej w duecie Jasiek Borkowski i Ola Petrus.

A na sam koniec oczywiście niezbędna wstawka ironiczna, którą zburzę czwartą ścianę, jednocześnie wspinając się na kolejną (robienie chryi to labirynt, moi drodzy). Jeżeli czytający te słowa zajmuje się również śmieszkowaniem, instrukcja na koniec jest prosta:
1. Nie przejmuj się, to naprawdę nie ma znaczenia.
2. Pamiętaj: inni robią chujnię ale ty, och, ty jedyny wiesz O Co Chodzi.
3. Tak naprawdę każdą galę, rozdanie, urodziny, skład, stand-up comedy show, trasę, wykon i dożynki powinieneś prowadzić ty, tak, ty!
4. A tak naprawdę naprawdę to powinien prowadzić Bartosz Zalewski, tylko boisz się to przyznać sam przed sobą.
Bo prawda pali ci usta, łgarzu!
5. Ale naprawdę naprawdę naprawdę to punkt 1.