okrucieństwo papieskie

Oficjalnie Najgorzej: Wyjazd integracyjny

08.04.2015 | Oficjalnie Najgorzej

Oficjalnie Najgorzej to rubryka niezwykle prosta w założeniu. Otóż raz w miesiącu lubię upić się samemu w domu i kurwa co? Masz z tym problem?

“Nie, a ty?”

Oj zdecydowanie. Więc by ból był pełny, zamierzam wykorzystać te łamiące serce mojej matce dni w słusznym celu, tj. oglądania wszystkich polskich komedii z ostatnich 20 lat.

Zaraz, co? Co ja kurwa podpisałem? Myślałem że to list poparcia dla Mariana Kowalskiego.

“Transakcja wiązana.”

Jak wiązana, przecież się podwójnie przegrywa. No nic, lecimy.

Witam serdecznie, dzisiaj naszym tematem będzie film komediowy z 2012 roku o tytule „Wyjazd integracyny”. Jest to film opisujący zachowanie Polaków podczas rzeczonych wyjazdów, w głównych rolach występują panowie Tomasz Kot (oczywiście), Tomasz Karolak (a jakże), a także Jan Frycz (zaraz, co?), rozbiera się pani Katarzyna Gruszka. Warto również nadmienić, że jest to film w 100% sfinansowany przez nazistów.

trzy dni i już hitler, nieźle

“Autostrada do Gdańska albo Och Karol 3, wasz wybór.”

Ok, po kolei. Aby przygotować się na czekający mnie ból, znieczulać zmysły zacząłem już podczas otwartego mikrofonu (nie chwalę się, zwłaszcza że KAŻDY może wystąpić), gdzie sprytnie wyciągnąłem za całkowitą darmochę 4 piwa z kija marki Leżajsk. W drodze powrotnej skoczyłem jeszcze do Żabki po zestaw „Rozbijacz Rodzin”, czyli czteropak Okocima i po wypiciu 1 i pół, nie jestem w końcu jakimś tam pijakiem, z pozostałymi dwoma i połową zasiadłem do seansu.

Nazizm uderzył szybko i mocno. Wzorowana wyraźnie na „Hangover” albo, Jezusie Chrystusie Nazarenskusie, może na „Kac Wawie”, pierwsza scena pokazuje bohaterów budzących się w totalnym rozpierdolu. Zaraz jednak mamy nierzeczywistość biurową, w której korporacja „Polish Lody”, swoją drogą są takie we Wrocławiu, chociaż wspominanie o nich w tych okolicznościach pomoże im jak płonący na wejściu krzyż, także ta korporacja jedzie na wyjazd integracyjny, gdzie coś tam, coś tam, hurtownicy. Oddajmy na samym początku – Jan Frycz się stara, zresztą to dobry aktor, ale z gówna zamku nie ulepisz. Była nawet taka piosenka, „żebyś dom swój budował na skale, nie na gównie”. Potem cośtam się dzieje, Tomasz Kot, z całą sympatią jaką potrafi wykrzesać z cienkiej jak niemowlak po przejściu kompanii czołgów postaci, skacze i robi miny, ale co by nie robił, niestety – nazizm.

Zdjęcie z posiedzenia Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej.

Zdjęcie z posiedzenia Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej.

Pisząc „nazizm”, mam na myśli oczywiście przerażające tempo i nieśmieszność „żartów”. Wciśniętych jest tam ich co niemiara, ale jak powszechnie wiadomo im więcej jest robaków w jabłku, tym pożywniejsze. Dokładnie, kurwa, naziści patrzą na tabele, wedle nich najlepiej jakby każdy miał 2,5 dziecka, dlatego teraz tyle dzieci nie ćwiczy na WF-ie – są kadłubkami. Zajęcia basenowe to prawdziwy pogrom. HE!

“Za daleko.”

Kurwa nie było cię tam. Przy oglądaniu filmu, z każdym dniem coraz bardziej podejrzewam, że jesteś jakimś duchem SS-mana.

Wracając do tematu, nie było ani jednego śmiesznego momentu, co w komedii trochę boli. Dodatkowo, „zabawne” montaże przykrywane są kompletnie niepasującą muzyką, tak oderwaną że aż zacząłem przeszukiwać zakładki czy nie odpaliłem przypadkiem sesyjki „Penguin Club”. Chodzę tam… poznać… ciekawych… ludzi. Nieważne. Film składa się z dwóch wątków, z czego pierwszy każe nam przejąć się losem postaci Tomasza Kota, wokół której nie da rady zrozumieć za grosz co miałoby się złego stać. Rozumiem że ma przejętą minę, ale chaos scenariuszowy powala, każda scena ma tyle znaczenia co głos kobiety w barze bilardowym. Drugi wątek cierpi na prostatctwo założenia i koszmar wykonania, ponieważ panowie Frycz, Karolak oraz pani Glinka zostali zabukowani do jednego pokoju, o nie, co teraz, ależ będzie nieporozumień. Jest jedno – cały ten film. Jebać go, szkoda czasu, mimo że z tematyki można było wyciągnąć coś ciekawego, to pozostała jak niewyciśnięty pryszcz na twarzy – smutne wspomnienie niezrealizowanego potencjału.

Film wyłączyłem jak skończyło mi się piwo, więc około godziny. Nie wiem jak się skończył, mam nadzieję jednak, że było masowe zatrucie gazem, wyjątkowo ironiczna śmierć dla nazistów.

P.S. Film w międzyczasie usunięto z Youtube, więc w zamian będzie skecz o podobnej tematyce autorstwa kabaretu Neo Nówka. Rak jest teraz pełen. Jest kompletny. Jest pełny. Tak, to nazirak. Miłego oglądania, skurwesyny.