https://www.facebook.com/ChwytajDzienCarpeDiem?fref=ts

Opowiadanie o Kamilu Bednarku: Saga o Kutanie cz. 1

04.04.2015 | Opowiadania o Kamilu Bednarku

W Internecie funkcjonuje strona „Opowiadania o Kamilu Bednarku”

„Dlaczego?”

Dokładnie. Jest tutaj, a jej URL to, kurwa nie mogę, ChwytajDziebCarpeDiem. Jest na 100 procent na poważnie, a jakże mógłbym nie dołączyć do zacnego grona przytaczanych tam opowieści. A jak, na bogatości. Jedno zastrzeżenie – nie za bardzo wiem kim ten pan jest, ponoć śpiewa. No nie znam typa.

Ale się wypowiem.

Kolejny ponury poranek na rybnickim blokowisku, a jak to mawiał mój tata, gdy po świętym Marcinie poranek ponury, pewnie ojebali ci samochód z bajury. Mój ojciec, Stefan, miał dwójkę synów, Andrzeja i Arghotha (mocno wkręcony w RPG), oraz mie – Wiolete. Mam 16 lat

piszący

Piszący w lichym światełku autor spogląda z zaniepokojeniem w wiszące w rogu lustro, drapie się po brodatej gębie, mruczy „nie no kurwa, nie damy rady z tym

Mam 18 lat i moje życie nie wyróżniało się przesadnie z innych żyć, na przykład takich kotów, które mają ich 9 krotnie więcej od ludzi. Dlatego właśnie, wskutek machlojek politycznych, burmistrzem Rybnika jest właśnie kot i tak od 84 lat, kurwa! Akurat kwestie polityczne nie zaprzątały mnie tak bardzo jak moja aktualna praca – czyli zaprzątanie skwerów naszego miasta. Oczywiście nie z własnej woli, nie jestem jakaś popierdolona, ale ze względu na karę ograniczenia wolności muszę teraz zasuwać w żółtej kamizelce. W dzień, w nocy dają nam czarne żeby nie budzić śpiących w samochodach ludzi. Rybnik to uczciwe miasto uczciwych ludzi, że zacytuję hasło z ostatniej kampanii.

I dziwicie się że wybierają tego przystojnego bydlaka?

I dziwicie się że wybierają tego przystojnego bydlaka?

Właśnie rozpoczynałam moją szychtę poranną, zaglądając za petami do śmietników wzdłuż drogi na Największe Blokowisko w Rybniku. Jeśli za jedno można pochwalić naszego burmistrza, to rozwiązanie problemu płonących pojemników na śmieci. Od teraz gasimy kiepy od razu na wyrzucanych co rano niechcianych dzieciach. Z jednej strony zmniejsza to ryzyko pożaru. Z drugiej strony zapomniałam, ponieważ właśnie podczas tej niezbyt chwalebnej czynności usłyszałam za sobą pisk opon roweru. Pomyślałam, kto o zdrowych zmysłach zajeżdżał by tym letnim środkiem lokomocji w tak zimny poranek, kiedy ja jestem ubrana w najgorsze ciuchy, no normalnie szmaty ze stracha na wróble zdjęte, i to takiego z problemem alkoholowym, także jeśli to będzie jakiś elomłodzieżowy chłopak, to będzie kurwa wstyyyyyyd, tak pomyślałam obracając się na pięcie. Nie to że myślę tak szybko, dlatego obrót ten trwał dobre 35 sekund, co musiało jeszcze odjąć mi uroku. Czy wspomniałam że mnie dzisiaj na przystanku pies poszczał? Bo to się stało.

Kontrkandydat burmistrza podczas zdobywania głosów

Kontrkandydat burmistrza podczas zdobywania głosów

Gdy odwróciłam się w końcu, ujrzałam że nie tylko jest to człowiek na rowerze, to na dodatek był na lawecie, która była ciągnięta na dodatek autobusem i jeszcze na dodatek był to nie kto inny, ale Bednarek Kamil, wokalista muzyki regea (czyt. chujnia). Siedział na tym rowerze i się patrzył na mnie z lekkim przestrachem, który powiększył się gdy zobaczył że odpalam papierosa który jeszcze przed chwilą tkwił w czaszce niemowlaka. Nie ma co tracić w takich momentach zimnej krwi, a tym bardziej wcale dobrego peta. Odpaliłam więc, używając wiernej hubki i krzesiwa, zaciągnęłam się aż do plamek przed oczyma i zagaiłam uprzejmie:

– Czego kutasiarzu pierdolony się lampisz, frajerska szmato?

Bednarek Kamil nie odpowiedział, lecz w jego oczach zobaczyłam że wie że to tylko tak dla zgrywy, podobnie jak ten nóż co się znalazł w mojej ręce, też to jest taki raczej żart dla podtrzymania rozmowy, bo nie odpowiedział i konwersacja siadła wyraźnie. Także gdy już zabrałam mu (dla żartu) zegarek, przyjrzałam się mu bliżej. Okazało się (przy ściąganiu dla żartu złotego sygnetu z palca), że w sam środek łapy miał wbity duży kolec. Dlatego nie mówił i taki smutny był. A ponieważ już trzy razy prowadziłam resuscytację krążeniowo-oddechową, co prawda nie na ludziach lecz na krewetkach, więc ostrożnie wyciągnęłam mu kolec z ręki.

Jak za dotknięciem magicznej różdżki Bednarek Kamil stanął w pedałach roweru, dał znak do wymarszu i najpierw autobus, potem laweta, no i na końcu sam wokalista na bicyklu ruszyli on w kierunku przebijającego się przez chmury słońca. Na odchodne pokazał mi znak złożonych rąk w kształcie serca, opowiedziałam mu wymachując bardziej zbliżoną anatomicznie do tego organu pięścią i rzucając tradycyjne, rybnickie, obelgi

„Lellum Pollelum, jeb się psie.”

„Lellum Pollelum, jeb się psie.

Wróciłam do mojego zajęcia, jednak coś wyraźnie drgnęło w mroźnym powietrzu. Najpierw myślałam że to czeska armia, stacjonująca raptem 30 kilometrów na południe. Ale to nie odwet okrutnych synów Bohemii, lecz coś co znajdowało się w mojej kieszeni. Nie był to zabrany zegarek, nie była to zapalniczka z rozjebaną sprężynką ale z gazem, nie była to druga zapalniczka ze sprawnym krzemieniem ale bez gazu, nie było to krzesiwo (hubkę zużyłam), nie był to też klucz do Sanatorium pod Aniołem Śmierci (kiedyś wam powiem, ale dupy nie urywa, ostrzegam). Był to oczywiście sygnet Bednarka Kamila, bo oczywiście że kurwa tak, sygnety tak mają.

Przyjrzałam się uważniej i dopiero po chwili ujrzałam wyryte wewnątrz napisy. Z początku były ledwie wyraźne, ale po chwili na mroźnym powietrzu zaczęły jaśnieć niebieskim blaskiem. Przyjrzałam się uważniej i ujrzałam co też było tam napisane.

„MADE IN VIETNAM”.

A więc do Wietnamu.

W NASTĘPNYM ODCINKU:

Kamil umiera na bardzo złośliwy rodzaj bólu dupy, a nasza bohaterka stoi obok i szydzi, bo to bardzo podła osoba.