SONY DSC

Polski Festiwal Stand-upu – relacja z czwartej edycji

19.08.2018 | Ra(n)dom

Udostępniamy dzisiaj nasze łamy dla niepublikowanej relacji autorstwa Jacka Stramika z 4 edycji Polskiego Festiwalu Stand-upu, który miał miejsce w sierpniu 2014 roku. Tzn. festiwal, nie Jacek. Jacek ma miejsce od całkiem dawna i to się chyba nie zmieni. Miłej lektury!

 

Piękno nocy, kurestwo poranka

Jacek Stramik
“Byliśmy gdzieś na wysokości Tczewa, gdy narkotyki zaczęły wjeżdżać. Pisząc “my”, mam na myśli mnie i Darka Gadowskiego, który trzymał rękę zaciśniętą maniacko na kierownicy i wzrok skierowany na Warszawę. W walizce miałem trzy pary gaciuszków, dwie koszule hawajskie, zapasowe okulary przeciwsłoneczne, cztery gramy kryształu, sześć pasków fentanylu, czterdzieści dwie piguły i z jakiegoś powodu dwa stare jointy. Po naszych żyłach stąpały transformersy, jechaliśmy na 4 edycję reaktywowanego Polskiego Festiwalu Stand-upu, a ja martwiłem się czy wystarczy nam dragów.
Oczywiście, że starczy, Jacek Stramik nie martwi się czy starczy, ale dla kogo starczy. A na miejscu, w klubie 1500 Metrów do Wynajęcia, czekała może nie śmietanka, ale kefir polskiego stand-upu. Kwaśny osad zbierający się od fermentującego mleka, od kilku lat ignorowanego przez polskich decydentów od kultury. A my po was idziemy, wy smętne chabety jebane.

Zapowiedź przyszłych zdarzeń.

Zapowiedź przyszłych zdarzeń.

Teraz tylko musimy zameldować się z Darkiem, moim partnerem od stand-upowych figli, w apartamentach w centrum i ruszyć na Solec. Przetrzepałem jeszcze kieszenie, w poszukiwaniu papierosów i utraconego czasu, jak to pisał ten stary pierdołowaty Francuz. Spojrzałem na niebo, zapytałem Darka czy mógłby popatrzeć czy się rozpada. Darek odpowiedział “ja tam patrzę jak świat się rozpada”. Darek tak potrafi czasem.
Po ubiegłorocznym blamażu (w 2013 roku festiwal został odwołany, a zastępujący odbywającego wyrok za wymuszenia rozbójnicze oraz podpalenia Kajetana Kawęckiego organizatora Mariana Katajskiego poszukuje do dziś Interpol oraz IMF – przyp. red.) nasze oczekiwania były niskie, dlatego ojciec chrzestny naszych komediowych uciech Abelard Giza odsiedział tym razem na ławce. Dobrze zrobiłeś Abelard! Są tacy co zarzucają mu płytkość, ale dla mnie ma styl. Jacek Stramik styl ceni, zwłaszcza taki nie do podrobienia.
Na miejscu, jak zwykle był burdel, bo organizator, niejaki Roman Kursik, typ podejrzany i z gatunku takich co noszą czarne skóry nawet latem, przyoszczędził na wszystkim. Polacy mówią czasem “przyżydził”, ale Jacek Stramik jako dobry lewak tak nie powie i jeśli złapiecie mnie kiedyś na powiedzeniu “pedał” albo “smoluch” to możecie mi dać w mordę. Darek po otrzymaniu opaski od razu ruszył w tango, unosząc ręce i krzycząc “Darek!”, a ja spojrzałem na zbijaną naprędce i na słowo honoru scenę. Jacek Stramik widział wiele scen, kilka nawet zrobił w hotelach zapewnianych przez Agencję Antrakt, ale takiej prowizorki Jacek Stramik, jak długo jest Jackiem Stramikiem, a jest to większość życia, nie widział.

"Drogie kierownictwo Hotelu Perła, pokój zniszczyły jaszczury."

“Drogie kierownictwo Hotelu Perła, pokój zniszczyły jaszczury.”

Żeby też nie spulchniać tekstu, od razu przejdę po wszystkich występujących, nie cofając pióra, bo nie chodzi w prozie i stand-upie, żeby się cofać. W stand-upie należy iść pod prąd, a nawet się kopać z nim. Na pewno nie idzie tam pierwszy wykonawca, to jest Rafał Banaś, na notatce zapisałem sobie “wysoki chuj nieśmieszny”, a może to był pomysł na żart, nie wiem bo właśnie rozcierałem pod powieką ćwiarę maseczki. “Maseczki do cipeczki”, to też zapisałem, w sumie w trakcie występu Łukasza Lodkowskiego. Energia zwierzęca, ale z jakiegoś powodu używa pseudonimu “Lotek”, a to przymiot ludzi ograniczonych lub z wydziału historii. Na dodatek miał nawet koszulkę taką z napisem takowym, no to już dla bardzo odkrywczych. Po nim jego partner sceniczny Karol Modzelewski, z szelmowskim uśmiechem i bez ojca. Mogę się odnieść, bo mój ojciec, był człowiekiem z wrażliwym sercem i skórą wrażliwą na szkło butelki, HA, KURWA! Pierwszą część zamykał Jasiek Borkowski, na scenie od lat, akurat dzisiaj go nie było, ale jeśli kiedyś, dzieciaczki drogie, zapytacie wujka Stramika o definicję “zjazdu”, to wujek Jacek pokaże zdjęcie sz. p. Borkowskiego.
W przerwie podszedł do mnie Jakiś Chuj i zaczął prawić coś o Jakimś Chujostwie, dlatego oddaliłem się, wykpiwając się żartem, że muszę odciągnąć mojego kolegę, bo pewnie kogoś gwałci. Oczywiście tak nie było, żarty z gwałtu są fe, ale Darka znalazłem na prezentowaniu logistyki ręczniczka, więc złapałem go za uszy. Przechodząc koło toalety zobaczyłem skład Stand-up Łódź w osobach Patryka Czebańczuka, Rafała Paczesia i Kamila Oziminskiego, butujący drzwi rzeczonej toalety, za którymi to drzwiami siedział sobie w najlepsze organizator, także rzeczony. I tak się doczłapaliśmy do końca przerwy, a ja udałem się do gardy na swój wykon.

"POWO"

“POWO”

Powiem tak, publi nie kupiłem, bo nie wierzę w kapitalizm czy niewolnictwo, ale odbębniłem swoje do tego zatłoczonego pomieszczenia, a każdy występ na więcej niż 100 osób warto zapisać. Chyba o to w tym wszystko chodzi, o kontakt z ludźmi na intymnym poziomie, a nie wielkie sale i hajc, bo na szczęście go nie ma. Niech tu będzie zapisane, że Jacek Stramik się nie sprzeda, bo nie ma w zwyczaju. Darek dopowiada wtedy, że zwyczaje się zmieniają, bo kiedyś górale jeździli powozami, a teraz powozy góralami. Fentanyl wjechał idealnie, zamazując mi trochę występ Olki Szczęśniak, ale zakonotowałem tylko, że ma długie ręce i rzuca nimi gniewnie, jak ten pisarzyna Zigi Miłoszewski na tytuły swoich książek. Za nią na scenę wparował Paweł Chałupka, coś tam pierdolił, że mu się praca w gastronomii nie podoba, ale jak się nie podoba, to trudno i czemu ludziom dupę zawracać. Gadał też jakby był brzuchomówcą bez kukły, raczej mu się w tym nie uda. Potem na scenę przytruchtał Michał Leja, notatka każe mi powiedzieć “katolik dniem i katolik dnem”, ale na tym etapie wspomnienia z katolickiej szkoły zalały mnie na równi z poziomem kortyzolu we krwi, więc mówię Wam dzieciaczki pa pa.
Pisał to dla was Jacek Stramik, coś od siebie, bo staram się unikać w tekstach zaangażowania. Uważam, że w życiu nie chodzi oczywiście o stand-up, ale czasem jak o niego chodzi, to jest to dobra droga, niemalże pielgrzymka. I tak nią kroczymy, a obojętny Wszechświat drwi z nas, choć nie drwimy z niego. Także: zarzygałem ponoć pół łazienki, ale to na pewno robota wrogów.”

 

Bilety na festiwal

Dzień 2: https://standupbilety.pl/event/183_polski-festiwal-stand-upu-dzie-2#buyTicket

Dzień 3: https://standupbilety.pl/event/184_polski-festiwal-stand-upu-dzie-3#buyTicket