hungrogames

Wścieknięte Gary: S’pocoLoco

24.07.2017 | Wścieknięte Gary

Tak, wiem. Po długiej przerwie pisać znowu o kulinariach? Kiedy Ojczyzna w potrzebie? Kiedy karakaństwo się szerzy, nie tylko wśród starszych, ale także (o zgrozo) wśród młodzieży? Kiedy owce tyłki bolą, kiedy dzięcielina jest pałowana, kiedy księżna Kate z Windsoru zostaje okradziona w przejściu podziemnym przez opryszków, a Książę William jedynie się przygląda bezsilny, obezwładniony przez silne ręce obwiesi, szczerzących się łapserdaków, którzy zrywają księżnej księżne klejnoty książęce, na szczęście dla dobra tej historii powstrzymują się od lubieżnych czynów, po co dokładać taki poziom makabry. Śmiech tych łachudrów zamiera na ich ustach, gdy na ich twarze pada cień wypiętej sylwetki na szczycie pobliskiego budynku. Czy to lokalny multimilioner, świadek zabójstwa rodziców, na skutek czego poświęcił się biciu chorych psychicznie po mordzie w stroju wampira? A może nastolatek ukąszon przez pająka, który nabyte moce musiał szybko nakierować na słuszną ścieżkę, nigdy nie mogąc cofnąć śmierci wuja? A może nadczłowiek z kosmosu, apoteoza dobra, na którego uczciwość i niezłomny charakter liczymy bardziej niż na pierś ze stali?

Nie, to kot. Och, trudno. Z powrotem do rabunku i molestrowania, książę William płacze, księżna Kate krzyczy.

"Ups, sorry, wiem że miałem krzyczeć ranny z bólu, ale była barmicwa bratanka."

“Ups, sorry, wiem że miałem krzyczeć ranny z bólu, ale była barmicwa bratanka.”

 

Ale tak, w trudnych czasach niezbędna jest odskocznia od ponurej rzeczywistości, a ja chciałem podzielić się z wami swoją. Otóż, nie wiem czy kiedyś dla sportu tudzież odprężenia cięliście się po łapach, ale ja owszem, robiłem to, zainspirowany rzecz jasna historyjką, którą przeczytałem w BRAVO. Ogólnie była to nauczycielka mojego życia, dlatego do dzisiaj stawiam sobie włosy jak Danzel i chodzę wyłącznie w obuwiu marki Fila. Co, jakimś cudem, znowu jest modne, więc dobrze wyczekałem dziadów, 15 LAT SZYDERSTW BYŁO TEGO WARTE. Jednak z wiekiem nie można się bawić w takie rzeczy, dlatego moją uwagę przeniosłem w kierunku bardzo ostrego jedzenia. Nie jestem jakimś fanatykiem, ale zawsze gdy w menu pojawia się opcja z wyższym poziomem ostrości, biorę. Nawet jak jestem u fryzjera.

Dlatego nie mogłem ominąć lokalu S’pocoLoco na warszawskiej Saskiej Kępie. Chwalą się najostrzejszymi sosami w Warszawie, a jest to dla mnie jak światło dla ćmy – sposobem na patrzenie po zmroku. O to chodzi w tej metaforze?

Tak, dlatego mają takie wielkie uszy.

O, dawno cię nie było. Masz rację, dlatego też jedzą dużo marchewki, dobra na uszy, bo się nie pocą. Do lokalu podszedłem dwukrotnie, pierwsza wizyta była wizytą kontrolną, podczas której właściwie byłem głodny. Dlatego zamówiłem burrito wegetariańskie z dodatkiem sosu z papryczki Naga Jolokia. Nie mylić z jej pruderyjną kuzynką, Ubraną Jolokią,

"Wśród ofiar byli wyłącznie Polacy, te głupie, kurwa, społeczeństwo."

“Wśród ofiar byli wyłącznie Polacy, te głupie, kurwa, społeczeństwo.”

Samo jedzenie jest bardzo dobre, przyrządzane na bieżąco ze świeżych składników. Tak przynajmniej mi się zdaje, bo po kilku kęsach kwestia “jedzenia” odchodzi na dalszy plan. Zdradźmy tutaj jedno. Mimo zamiłowania, nie jestem mocny w ostre jedzenie, pocę się jak mysz, cieknie mi z nosa, płaczę, serce mi przyśpiesza, a odbyt wrzeszczy na znak  przyszłych nadużyć. Tutaj miałem wszystkie te objawy, wzmocnione dodatkowo rozmiarem porcji. Nie mam bladego pojęcia dlaczego zjadłem całość, ale siedzący ze mną koleżka miał chwilę zastanowienia nad telefony na służby. Oczywiście pożarnictwo COBY UGASIĆ PŁOMIEŃ NA JĘZYna karetkę, wyglądałem źle. A ponieważ trwało to dość długo, wyglądaliśmy wspólnie jak rozstająca się para, której jedna połówka przeżywa to wszystkimi porami ciała. Nie polecam, tzn. sosu, samo rozstawanie się jest spoko, bo przecież łatwiej przejść przez horror życia samemu, HA HA HA.

Sos Naga Jolokia chwali się 800 000 jednostek w skali Scoville’a, jest to skala łączona, która mierzy jednocześnie zawartość czystej kapsaicyny oraz rozpuszczalność w roztworach. Ogólnie, popularna jalapeno (czyt. dżalapiniokoladansemakabre) ma ich około 8 000. Więc tak. Średnia zabawa. W samym lokalu ma ona numer 6 w siedmiostopniowej skali, ponieważ jest jeszcze sos o uspokajającej nazwie KILLER, który jest robiony kurwa z gazu pieprzowego chyba. Skąd wiem? Och, bo możecie sobie obejrzeć moją próbę pod tym LINKIEM. Czeka tam masa dobrej zabawy, ja sobie tutaj posiedzę. Poczekam.

Tu się zgodzę.

Tu się zgodzę.

 

Od razu nasuwa się pytanie? Czy, jak to ironicznie zapytał Jacek Graniecki, było warto? Otóż nie, za grosz. To jest antyjedzenie, wyłącznie dla ludzi, którzy nie cenią swojej dobrostanu. Ale dlaczego to robić? Żeby sprzedać bilety na dzisiejszą imprezę w Hydrozagadce, głupi! Tutaj znajdziecie BILETY. Kupcie je. Bo inaczej po co to wszystko? Po co żyć? Po co… po co locooooooooooooo ajaajajajajajajajja si senor fiestaaaaaaaaaaa!

3 na 4 tortilakozaury.